Wyróżnieni w konkursie literackim

W grudniu 2019 roku nastąpiło rozstrzygnięcie konkursu literackiego ,,Bo w przyjaźni jest siła” zorganizowanego przez Miejską i Powiatową Bibliotekę Publiczną w Słupcy. Prace o przyjaźni przygotowali także uczniowie naszej szkoły, a mianowicie: Wiktoria Antczak (4a), Julia Błażejak (3 a), Pola Hałas (3L), Łucja Michalak (3ż), Weronika Wróblewska(3ż), Szymon Sieczkarek (2l). Jury konkursowe wyróżniło 2 prace uczniów Ekonomika ( Poli – „Tafla szkła” i Szymona – „Dobrze, że was mam”). Oto one:

„Tafla szkła”  Pola Hałas

Światło odbija się w przeźroczystych łzach spływających po mych policzkach. Krople spadają na papier, rozmaczając świeżo nałożony tusz. Staram się uspokoić, lecz melodia jaką grają wzbudza we mnie jeszcze głośniejsze łkanie. Kap. Kap. Kap. Mój głos przeszywa ściany małego, różowego pokoiku, ale nikt go nie słyszy. Stoję jak za taflą szkła, na którą gdy napieram, ta się jeszcze bardziej pogrubia. Ludzie mnie nie widzą, mijają mnie zatraceni w swoich codziennych obowiązkach. Nawet jeśli ktoś się przybliży i położy dłoń po drugiej stronie tafli, szybko odchodzi. Gdy jednak zostanie na chwilę dłużej, tafla zaczyna pękać. Pamiętam, gdy pierwszy raz się to stało. Prawie jakby to było wczoraj. Siedziałam w pokoiku po raz kolejny wpisując swoje myśli do dziennika. Samotność jak zwykle przysiadła na moim ramieniu i niczym mały wróbel, zaglądała mi przez ramię, co takiego dzisiaj spisuję. Chcąc ją zrzucić, podeszłam do przezroczystej szyby, stojącej tuż przy moim biurku, zastępującej drzwi. Stanęłam przy niej i spojrzałam na chodzących ludzi. Wszyscy byli skąpani w szarości, ale jedna osoba się wyróżniała. Otaczały ją kolory, aura jaką sobą roztaczała była wesoła, żółta i niczym nie skażona. Pomachałam do niej w nadziei, że mnie zauważy. Jednak poszło to na marne. Usiadłam z powrotem do biurka i zamknęłam się w swoim świecie. Wybudziło mnie dopiero stukanie w szybę. Zdziwiona podeszłam do niej i ujrzałam tę samą dziewczynę, obdarzającą mnie uśmiechem. Teraz dopiero mogłam zauważyć szczegóły jakie ze sobą nosiła. Piękne, długie brązowe włosy świadczyły o ciężkiej przeszłości, której z trudem starała się pozbyć, pod wesołymi, jasnymi oczami skrywało się zmęczenia i setki przepłakanych godzin. Miała piękne usta, które z pewnością wypowiadały wiele przekleństw. I choć miała tyle skrytego pod powłokami smutku, wciąż obdarzała mnie swoim uśmiechem. Próbowała zajrzeć do mojego pokoju, ale ja wiedziałam, że szyba jej to uniemożliwiała. Podeszłam do szkła i położyłam dłoń na tafli. Gdy brunetka to powtórzyła, poczułam przyjemne ciepło przechodzące przez grubą, przezroczystą warstwę. Zauważyłam jak szyba zaczynała pękać, a dziewczyna widziała coraz więcej szczegółów z mojego małego świata. Jednak po chwili ona oderwała rękę od tafli, zostawiając na niej jedynie małą rysę. Odwróciła się jakby ktoś ją wolał i po prostu odeszła. Tamten dzień był dla mnie smutny, to była pierwsza osoba, która chciała się czegoś o mnie dowiedzieć. Jednak moja szyba nie jest taka idealna. Widnieje na niej wiele rys.
Trochę wyżej, ponad rysą po szczęśliwej brunetce, widnieje większa i bardziej obszerna. To rysa po blondynce, którą obserwowałam już od dłuższego czasu. Była zawsze skąpana w czerni, choć jej aura świeciła na różowo. Wpatrywałam się w nią, aż chyba w końcu to wyczuła i z uśmiechem na ustach podążyła do mnie. Poczułam przypływ szczęścia, gdy mogłam bliżej się jej przyjrzeć. Z jej błękitnych oczy biła pewność siebie, wspierana na dodatek, zawadiackim uśmiechem. Wytknęła mi język, lekko przymykając lewe oko. Choć biła z niej odwaga, różowość jaką emanowała jej aura nadawała jej swego rodzaju dziecinności, tak jakby nigdy nie chciała się zestarzeć i dalej żyć jako nastolatka, ale czuć było także niewinność, która kryła się za mętną przeszłością samotności. Przyłożyła dłoń do szkła by przyjrzeć się mojemu światu. Gdy położyłam dłoń w miejscu jej, szybę przeszedł dreszcz, jakby się zatrzęsła. Pod naszymi dłońmi powstało duże pęknięcie, które może jakby potrwało dłużej, rozsadziłoby to okropne szkło. Czemu jednak tak się nie stało…? Jak i poprzednia dziewczyna, blondynka odeszła od tafli machając mi na pożegnanie. Na mej twarzy z powrotem zagościł smutek. Ukryłam się w głębi pokoju, zatracając się w książkach. Siedziałam wśród regałów, które tworzyły wokół mnie, swego rodzaju mur. Wtedy usłyszałam pukanie w szybę, odwróciłam się przestraszona, jednak nie od razu wstałam. Dopiero, gdy mała, blondwłosa dziewczyna ponownie zastukała w szkło, podeszłam do tafli. Pomachała mi serdecznie i zaczęła rozglądać się po moim małym świecie. Wyglądało to, jakby nic nie zasłaniało jej wzroku. Nie dostrzegałam jej aury. Była sprytnie zatuszowana obojętnością, jednak gdy mała dziewczyna przyłożyła swoją dłoń do mojej, jakby się przede mną otworzyła. Jej aura emanowała zielenią, spokojem i opanowaniem, ale także wrażliwością. Miała sympatyczny uśmiech, którym jakby mi mówiła „nie zamartwiaj się”. Na szkle pojawiła się ogromna wyrwa, lecz już po chwili zmieniła się tylko w rysę. Dziewczyna pokazała mi bym zaczekała i odbiegła. Zdruzgotana zasiadłam znów do swojego notesu. I oto tu jestem, spisując swe myśli w tej czarnej oprawie. Moje szczęście już bezpowrotnie zamiera, nie potrafię się już szczere uśmiechnąć, ani nikomu zaufać. Nie wiem co ze sobą robić. Słyszę kolejne pukanie w szybę, ale nie reaguję. Nie chcę znów czuć odrzucenia. Jednak ono nie ustaje, staje się głośniejsze i mocniejsze. Obracam głowę i zauważam ludzi, którzy już wcześniej podchodzili do tafli. Jest blondynka skąpana w różu, brunetka o kojącym uśmiechu, a nawet dwóch chłopaków, którzy kiedyś dodali mi otuchy, wypuszczając do mojego pokoiku, trochę muzyki. Znalazła się tam
też ta mała dziewczyna o zielonej aurze. Wszyscy przykładali dłonie do tafli, napierając na nią coraz mocniej. Ściana zaczynała pękać. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Podeszłam do szkła przystrojonego w rysy i pęknięcia. Spojrzałam na piątkę aur i dołączyłam swoją. Szyba robiła się gorąca, wręcz parzyła. Jej drgania, prawie jak struny gitary, wygrywały melodię ustępstwa. W końcu się udało, ściana pękła, a mnie oślepił blask zebranych po drugiej stronie osób. Wyciągnęli do mnie dłonie. Przestraszona początkowo nie chciałam wyjść z pokoju, jednak w końcu się przekonałam. Stąpając po okruchach szkła złapałam dłoń, która wyciągnęła mnie z mojego świata. Moje ubrania natychmiast się zmieniły, a wokół mnie nie było już szarości jaką widziałam przez szkło. Ludzie tak zajęci sobą jednak mieli barwy, a to ja byłam szara. Lecz otaczający mnie wybawcy oddawali mi po cząstce swojej barwy, by utworzyć z mojej aury małą tęczę. Płakałam, ale już nie z samotności. Płakałam ze szczęścia. Szczęścia jakie dali mi ci ludzie. To było niezwykłe. Pierwszy raz poczułam, że ktoś przy mnie jest, że nie jestem sama w swoim świecie pozbawionym ludzi. Że w końcu przynależę, do jakiejś grupy. Grupy przyjaciół.

„DOBRZE, ŻE WAS MAM”  Szymon Sieczkarek 

Zimny wieczór czwartego listopada. Gdy wychodziłem z domu, zegar wskazywał godzinę dwudziestą siedem, Szedłem na spotkanie naszej ‘’drugiej rodziny’’, czyli innymi słowy do moich przyjaciół. Idąc, oświetloną przez lampy i światła samochodów ulicą, myślałem o przyjaźni. O tym, czy w ogóle istnieje. Gdy mijałem bar, moją uwagę przykuła grupa przedstawicieli tak zwanego ‘’Pokolenia Z’’, w przeważającej mierze dziewczyn. Większość z nich znałem, z niektórymi chodziłem do klasy. Nie wypadało zatem przejść ot tak obok – bez słowa. To byłoby faux pas w stosunku do nich. Z uśmiechem na twarzy podszedłem do znajomych, przywitałem się i…Rozmowa potoczyła si a to o pogodzie, a to o szkole. Po kilku minutach Monika pożegnała się. Odeszła w swoim kierunku . Towarzyszyły jej ciepłe słowa przyjaciół. Cała ta sytuacja wydała mi się urocza. Ot prawdziwa przyjaźń – pomyślałem. Wystarczyło jednak poczekać kilka sekund, by Monika odeszła na bezpieczną odległość. Gdy zniknęła za rogiem baru, jej przyjaciele zaczęli ,,rozkładać” dziewczynę na czynniki pierwsze. Zaczęli od ubioru, skończyli na zachowaniu. To było wstrząsające. Wyobraziłem sobie podobną historię, z tym, że ze mną w roli głównej. Nie ma opcji… Przyjaźń jest tylko farsą, marną mistyfikacją lepszego jutra. Przyjaźń to blichtr mający na celu zwiększyć przede wszystkim nasze ego.
Rozmowa z samym sobą, uświadomiła mi, że to nie miejsce dla mnie.
Pożegnałem się zatem z myślą, że oddalę się teraz do własnego świata. Póki co czekała mnie prawie analiza chemiczna, rozkład na pierwiastki pierwsze. Ja w tysiącu odsłonach, na ustach wszystkich zgromadzonych. Ja – obiekt plotek zwielokrotnionych przez ,,pseudoprzyjaciół”. Wskazówka na zegarku pokazywała godzinę dwudziestą piętnaście. Miałem jeszcze niewielki zapas, by dotrzeć do domu Marka. Wiedziałem, że zdążę, dlatego zmieniłem tempo na tak zwane dostosowawcze. W końcu do domu przyjaciela miałem niespełna kilometr. Niestety nie dane mi było iść w spokoju. Moje uszy chłonęły dźwięki dochodzące z pobliskiego marketu, a dokładniej jego parkingu. To właśnie tam znajdowało się miejsce spotkań lokalnej młodzieży. Tym razem nie trafiłem na znajomych. Nie znałem nikogo. Jednak…Okazało się, że pewnego, tak powiem, młodzieńca, znałem. To był taki obrzydliwie bogaty cwaniaczek. Markowe ubrania, nowy samochód , drogi zegarek. Tylko ten umysł niezbyt bogaty. Niestety. Wzbudzał powszechny zachwyt. No może nie on, a raczej jego pieniądze. Ale zawsze…Nie zdziwiło mnie zatem, że towarzystwo skupiło się właśnie wokół niego. Niczym niewolnicy w swojego pana, tak oni wpatrywali się w miejscowego ,,celebrytę”. Chyba trafiłem na koniec spotkania, ponieważ rzeczeni bohaterowie, zaczęli się rozchodzić. Widziałem, że ,,leader” dał swoim kolegom, pieniądze. To zdarzenie sprawiło, że po raz kolejny zacząłem rozmyślać o przyjaźni. I co mogę powiedzieć? Wszystko to degrengolada, pesymizm i czarnowidztwo. Dlatego moja wyprawa do Marka, Julii i Kasi upłynęła mi na rozmowach z samym sobą. Zrozumiałem, że przyjaźń jest nie tyle fałszywa, co materialna. Wszystko opiera się na pieniądzach, władzy. Ludzi obchodzi to, co ma wartość materialną, to, co mogą potrzymać w ręce, dotknąć, poczuć…
Chore społeczeństwo – pomyślałem, tutaj nie ma miejsca na przyjaźń, szczerość, czy prawdziwe uczucia.
Do domu kolegi dotarłem cokolwiek zmieszany. Myślałem, że odbuduję swoją wiarę w człowieka i świat, a tu proszę – rozmowa o tym, co zaprzątało mi głowę, czyli przyjaźni. Pomyślałem, co za dzień… Czyżby ,,niebiosa” uwzięły się właśnie dziś?
Marek rozsiadł się wygodnie w fotelu i zaczął: – Nie rozumiem tego, co się ze mną dzieje. Nie wiem, jaką drogą podążamy. Ostatnio wydaje mi się, że mylę świat z bajką o świecie. Nie potrafię cieszyć się tym, co mam. Nie chcę was martwić, ale czuję się źle w naszej grupie. Dlatego chciałbym was poprosić o to, abyście dali mi czas. Czas na przemyślenia. Jeśli okazałoby się, że nie wrócę …nie szukajcie dawnego mnie. Pamiętajcie – to będzie mój wybór.
– Nie, Marek. – odpowiedziała impulsywnie Kasia. – To nigdy nie będzie Twój wybór. To nasz wybór. Każdy z nas ma swoje problemy i każdy się nimi dzieli. Mamy trudności w domu, w szkole, czy ze znajomymi. I to uświadamia nam, że jesteśmy sobie potrzebni. Jesteśmy drugą rodziną. Tą, którą sami stworzyliśmy, którą sami wybraliśmy. A tak w ogóle daj sobie pomóc. Chwyć pomocną dłoń członków tej rodziny.
– Chodzi o to, że powoli przestaję wierzyć w przyjaźń. Spójrzcie na inne paczki z naszej szkoły. Każdy się obgaduje, każdy kłóci o pieniądze. Nie podoba mi się taka przyjaźni. O to chodzi…
– Jesteśmy inni, Marek. – powiedziała Julia. – Jesteśmy ze sobą na dobre i na złe, nigdy nie zostawimy nikogo w potrzebie..
W Marku coś drgnęło. Spojrzał na każdego z nas, uśmiechnął się, po czym powiedział cztery piękne słowa.
– Dobrze, że Was mam.

Resztę wieczoru spędziliśmy na rozmowach o wszystkim i o niczym. Gdy wracałem do domu, zastanowiłem się jeszcze raz nad definicją przyjaźni. Doszedłem do pewnego wniosku. Może nasze społeczeństwo jest na tyle chore i toksyczne, że przyjaźń ,, powstaje” tylko wtedy, gdy wywalczymy sobie przestrzeń, którą otoczymy murem, aby zło nas nie ogarnęło? Jedno wiem na pewno, przyjaźń jest jak kwiat róży. Musimy nauczyć się, jak nie pokłóć się kolcami. Potem wystarczy ją pielęgnować i starannie doglądać. Należy jednak zawsze pamiętać, że wystarczy chwila nieuwagi, by się skaleczyć.